wersja
mobilna
PL EN DE CZ

OJ, SZKUBAŁY TO PIERZE SZKUBAŁY...

Dość często ten monotonny nastrój przerywali chłopcy, którzy wpadali do izby i dmuchali co sił w piersiach w pierze lub wpuszczali w to pierze np. wróbelka, który robił wielkie zamieszanie. Piórka fruwały po całej izbie, a gospodyni denerwowała się, że tyle pierza się zmarnowało. Jednakże nikt na nich długo się nie gniewał i tak naprawdę kobiety były zadowolone, że chłopcy umilają im ten czas swym towarzystwem. To były naprawdę cenne chwile w życiu wiosek: integrowały społeczeństwo, bywało, że taki wieczór stawał się okazją do pocieszenia kogoś w troskach lub do zeswatania dwojga młodych ludzi. Szkubanie pierza stanowiło jedną z niewielu przecież możliwych wówczas form życia towarzyskiego na wsi. I chociaż szkubanie pierza nie należało do zajęć atrakcyjnych nie narzekano. Kończono szkubać w jednym domu, a już następnego dnia zaczynano w następnym.
   „Fyjderbal” („wyskubek”), kończył szkubanie pierza. Była to zabawa, na którą gospodynie piekły kołacze, wynosiły z piwnicy najlepsze wino, a czasami nawet zapraszały jakiegoś grajka, by przygrał młodym do zabawy. Gospodyni, która nie urządziłaby „fyjderbalu”, nie miałaby co liczyć na sąsiedzką pomoc na drugi rok.

     Tradycja ta, choć nieco zmieniona, zachowała się jeszcze w domu państwa Holeczek i Affa, gdzie rodzina, znajomi i sąsiedzi spotykają się na szkubaniu pierza. Dalej jest to okazja, aby na spotkaniach powspominać dawne czasy, robić figle, pośmiać się, no i jak to u kobiet bywa- poplotkować. A „fyjderbal”, choć spokojniejszy niźli pierwej, wciąż jest wielkim wydarzeniem.

 

Szukaj na stronie
Tagi wyszukiwania:
wyloguj  katalog  firm  test  str  s  ok  chroniona  a  bip
Przewodnik po urzędzie: